Felietony Posła

Cichy bohater

Wbrew pozorom, obecność Afrykańczyków w Polsce, jak i Polaków w Afryce nie jest jedynie symptomem czasów nam współczesnych. Jest również chlubną historią, której moja rodzinna Zambia wiele zawdzięcza, a która przez swoich cichych bohaterów ubogaca oba kraje o wzajemne doświadczenia. Dlatego dzisiejszy felieton chciałbym poświęcić osobie, która mimo że w Polsce szerzej nie jest znana niesamowicie przysłużyła się wzbogaceniu wiedzy o niej na terenie Afryki dając jak najlepsze świadectwo o jej mieszkańcach.

Urodzony w Hucie Komorowskie 1 kwietnia 1911 r. ksiądz kardynał Adam Kozłowiecki pochodził z zamożnej rodziny ziemiańskiej. Po maturze, wbrew woli swych rodziców wstąpił do zakonu jezuitów. Studiował filozofię, a następnie nauczał w szkole w Chyrowie. Święcenia kapłańskie przyjął 24 czerwca 1937 r. Podczas II wojny światowej został aresztowany i osadzony w obozach zagłady w Auschwitz oraz Dachau. Doświadczył wówczas jak bardzo nieludzki potrafi być człowiek, ale nauczył się również najdalej posuniętej toleranci, cierpliwości i szacunku dla słabszych. Do rangi symbolu urasta przy tym, że spotkawszy w kilka lat po wojnie jednego ze swoich oprawców zaprosił go na kawę i by bez emocji porozmawiać o tym co się stało.

Skierowany w latach 40-tych do pracy misyjnej udał się do Rodezji Północnej (obecnie Zambia), w której po 63 latach pobytu zmarł 28 września 2007 r. Tworzył szpitale, szkoły prowadził działalność duszpasterską oraz naukową. Był człowiekiem niezwykle szerokich horyzontów, a przy tym wysokiej moralności. Zawsze wzbraniał się od tytułów, uznając, iż rodzący się kościół zambijski winien mieć swoich duszpasterzy, gdyż to oni urodzeni i wychowani w miejscowej kulturze lepiej potrafią dotrzeć do tych, którym winni służyć.

Dlatego z nieopisaną radością uczestniczyłem w Sejmie w otwarciu dnia 11 kwietnia roku wystawy poświęconej jego osobie oraz zapoznawałem się z działaniami fundacji „Serce bez granic” będącej jego dziedzictwem. Wystawa mająca popularyzować jego osobę wynikała z inicjatywy Sejmowej Komisji do Spraw Afryki, której jestem wice-przewodniczącym, a miała za zadanie spopularyzowanie postaci tego cichego bohatera. Człowieka dzięki któremu dla wielu Zambijczyków Polska stała się bliższa, a to co polskie kojarzone jest z tym co szlachetne i mądre. Wielokrotnie odznaczony do końca pozostał człowiekiem skromnym i pracowitym, w pełni poświęconym pomocy bliźniemu. Obecnie, dla upamiętnienia jego osoby oraz dzieła, które dokonał w kilku miastach w Zambii, w tym stolicy kraju Lusace trwają prace nad nadaniem kilku ulicom jego imienia. Oby, jak najszybciej zakończyły się sukcesem i oby tacy ambasadorowie jak Ksiądz Kardynał Adam Kozłowiecki stanowili o wzajemnej pamięci obu narodów.

/-/ Killion Munyama

Komentarze

Brak wpisów.
Wpisz kod
* Pola obowiązkowe