Felietony Posła

Do sweetfoci z myśliwcem wystąp

       Tak zwany incydent na Bałtyku jaki miał miejsce w ubiegły poniedziałek z udziałem rosyjskich samolotów, amerykańskiego niszczyciela i polskiego śmigłowca z pewnością stanowił niebywałą atrakcję dla odbywających ćwiczenia marynarzy. Przypuszczam, że wszyscy jak jeden mąż wylegli na pokład uzbrojeni w telefony komórkowe i aparaty fotograficzne, z których nie jeden miał większe możliwości obliczeniowe, niż komputer wspomagający pracę pilota rosyjskiego SU-24. Rosjanie, jak to bywało w latach ubiegłych zrobili paradę i wrócili do bazy pokazując, iż do zaproponowania mają świetnych pilotów, których kwalifikacje po zakończeniu służby wojskowej pozwalają o ubieganie się o stanowiska pilotów w niemal każdej z cywilnych linii lotniczych krajów Europy Zachodniej, USA oraz krajów Bliskiego Wschodu. Naturalnie po przejściu na emeryturę będą mogli również szukać zajęcia u siebie, ale jak dowodzi statystyka wypadków lotniczych, miejscowe linie będą im miały do zaproponowania niewiele.

 

      Biorąc jednak sprawę na poważnie, incydent na Bałtyku był i jedynie mógł być nic za sobą nie niosącą prowokacją, która nie tyle pokazywała siłę ile słabość rosyjskiej polityki zagranicznej opierającej się w obecnej chwili na niczym nie popartym odgrażaniu się z byle powodu. Jak bowiem wskazuje wielu komentatorów, z którymi w pełni się zgadzam potencjał militarny niszczyciela w starciu z całą bazą lotniczą umiejscowioną w Kaliningradzie był nieporównywalny. Od momentu startu samoloty były obserwowane, a uzbrojenie niszczyciela z łatwością pozwalało na ich strącenie. Podkreślę przy tym, iż w czasach obecnych w odniesieniu do współczesnej broni stosowana jest zasada: odpal i zapomnij. W momencie wystrzelenia rakiety pilot nie widzi celu, gdyż jest od niego oddalony nawet o 150 km. To nie te czasy kiedy kunszt pilota potrafiącego doprowadzić samolot bezpośrednio nad cel decydował o sukcesie bombardowania bombami bez sterowania. Samolot bojowy, który zbliża się do celu na niewielką odległość nie może atakować, gdyż zazwyczaj nie ma na jego pokładzie broni krótkiego zasięgu. Taki przelot można traktować co najwyżej w kategoriach demonstracji, która w tym przypadku nabrała wydźwięku parodii dzięki tłumowi marynarzy robiących sobie sweetfocie na tle przelatującego myśliwca. Nie bali się go bo nie mieli czego. Kilkunasto osobowy tłum na okręcie, po którego pokładzie w trakcie normalnej służby mało kto chodzi dowodzi, iż zostali ze stosownym wyprzedzeniem poinformowani przez kolegów przy radarach, że atrakcja się zbliża. Uprzedzeni na tyle szybko by móc cofnąć się do kabiny po sprzęt do fotografowania, co z kolei dowodzi, że myśliwce były cały czas pod czujną obserwacją, a w razie zagrożenia z ich strony mogły w każdej chwili zostać strącone a ich baza unicestwiona. 

 

                                                                                           /-/ Killion Munyama