Felietony Posła

Na problem powinno się reagować!

Opublikowano 2 grudnia 2012 r., 18:50

Polaków jest coraz mniej! Emigracja oraz niski wskaźnik urodzeń spowodowały że w ciągu ostatnich 10 lat liczba mieszkańców naszego kraju zmalała o ponad milion i ciągle spada. Obecnie gdy statystyczna kobieta rodzi 1,6 dziecka i to w coraz późniejszym wieku stworzenie spójnego programu wspierającego rodzinę i macierzyństwo stało się kwestią priorytetową.

 

W niniejszym felietonie pragnę się skupić na jednym z elementów takiego programu, który zaproponował rząd, a mianowicie nad kwestią - moim zdaniem - niesłusznie krytykowanego zapłodnienia in vitro. W Polsce na bezpłodność cierpi 12-15 proc. populacji, co można przeliczyć na przeszło 1,2 mln Polaków. Mimo, że temat bezpłodności jest ciągle tematem tabu, a jego poruszenie powoduje nieuzasadnione poczucie skrępowania, dla unaocznienia liczby osób których niemożność posiadania potomstwa dotyczy wskazać wystarczy, że każdy z nas zna przynajmniej jedną parę, która stara się o dziecko, a której to starania od dłuższego czasu nie mogą zakończyć się sukcesem. Podkreślenia wymaga przy tym, iż – przynajmniej moim zdaniem – prawo do posiadania dzieci powinien mieć każdy, a w cywilizacyjny problem bezpłodności powinno ingerować państwo, w trosce zarówno o dobro obywatela, jak i swoje własne.

 

Ruszający od połowy 2013 r. program finansowania ze środków Ministerstwa Zdrowia zapłodnienia przy użyciu metody in vitro jest pierwszym krokiem w kierunku walki z bezpłodnością w Polsce. Program będzie trwał 3 lata. Obejmie od 15 do 20 tysięcy par rocznie. Refundowane będą 3 próby zapłodnienia. Programem objęte będą kliniki, które będą potrafiły sprostać najwyższym europejskim standardom. Do zabiegu będą mogły przystąpić kobiety poniżej 40 roku życia, mogące wylegitymować się ponad rocznym leczeniem bezpłodności oraz wskazaniami lekarza specjalisty o celowości takiego zabiegu.

 

Program kosztował będzie ok. 100 mln złotych i w moim przekonaniu będą to znacznie lepiej wydane pieniądze niż te przeznaczane na tzw. becikowe, które kosztuje budżet państwa od 400 do 500 mln zł rocznie, a w żaden sposób nie wpływa, ani wpływać nie może na dzietność Polaków. Program wsparcia dla zapłodnienia in vitro celuje bowiem w te pary, które chcą mieć dzieci i które swoimi dotychczasowymi staraniami o ich posiadanie dają swoistą rękojmie tego, że gdy już ich dziecko się urodzi zapewnią mu możliwie najlepsze warunki życia i rozwoju. Trudno przy tym o tezę odwrotną, gdyż jeśli para kosztem wielu wyrzeczeń i przy użyciu niemałych nakładów podejmuje nieraz wieloletnie starania o dziecko, to gdy już ono się narodzi jest oczkiem w głowie rodziców. Skarbem, którego się pilnuje i względem którego dokłada się wszelkich starań by prawidłowo się rozwijał.

 

Sam mam troje dzieci. Są one dla mnie najwyższą wartością. Nie mogę sobie nawet wyobrazić jak wyglądałoby moje życie gdyby ich nie było, dlatego w pełni rozumiem osoby dla których staranie się o dziecko jest najwyższym priorytetem. Które widzą jak ich rówieśnikom dzieci się rodzą i które słuchają o pierwszych słowach, czy krokach małego człowieka. Ludzi których stać na wychowanie potomstwa, ale którzy z racji wieku (dwadzieścia kilka lat) nie mogą sobie pozwolić na wydatkowanie kilkudziesięciu tysięcy złotych na leczenie, które może nie przynieść efektu. Ten ciężar musi i weźmie na siebie państwo. Mam przy tym nadzieję, że z roku na rok w coraz większym stopniu.

 

/-/ Killion Munyama

Komentarze

Brak wpisów.
Wpisz kod
* Pola obowiązkowe