Felietony Posła

Nic o Was, nic bez Was!

„Chciałbym, by doszło do pogłębienia unii gospodarczej i walutowej i w procesie tego pogłębienia ważne dla mnie będzie to, aby Polska i inne kraje, które mają podobną wizję przyszłości ze strefą euro mogły być bezpośrednio włączone w decyzje, które będą ich dotyczyć, i które już ich dotyczą" – powiedział nowy prezydent Francji Francois Hollande podczas swojego przemówienia dla połączonych Izb Sejmu i Senatu. Zadeklarował nadto, że „Francja i Polska będą wspólnie działać w sprawie budżetu, ponieważ nie chcą przeciwstawiać sobie wspólnej polityki rolnej - która jest częścią naszej historii - i polityki spójności, do której Polska jest bardzo przywiązana".

Deklaracje francuskiego Prezydenta są pierwszymi, tak poważnymi i jednoznacznymi zobowiązaniami od momentu, gdy Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Zarówno w kontekście obecnie negocjowanego budżetu, jak i przyszłości Polski w Unii Europejskiej dają podstawę do twierdzenia, iż Polska w swych zapatrywaniach na kształt budżetu wspólnoty jak i dążeniach do pogłębienia integracji nie jest osamotniona.

 W oczach – nie tylko moich – sama wizyta, jej termin oraz kształt nie były przypadkowe. Zresztą trudno za taką uważać wizytę głowy 10 potęgi gospodarczej świata. Kilka płaszczyzn, na których się oparła sprawiało, iż jej wydźwięk i znaczenie winno być skomentowane.

 Przede wszystkim – czas. Gdy w Brukseli trwają zaplanowane od dawna negocjacje na temat kształtu Unijnego budżetu, Prezydent Francji odwiedza Warszawę. Nie świadczy to oczywiście o braku zainteresowania pozostałymi partnerami w ramach wspólnoty, daje jednak czytelny sygnał, że interesy Polski są zbieżne z interesami Francji. Kontekst jest przy tym łatwy do odczytania. Wielka Brytania, która wysuwa najdalej idące roszczenia co do redukcji unijnego budżetu widzi, że za Polską i szeregiem innych nowo przyjętych państw stoi współzałożycielka Wspólnoty, mówiąca wprost, iż jej intencją jest zachowanie dotychczas przyjętej konstrukcji, przy jednoczesnym dążeniu do dalszej integracji. Dzieje się to bez jednoznacznej konfrontacji, co potencjalnie może postawić Francję w roli przyszłego arbitra dla rozstrzygnięcia o ostatecznym kształcie unijnego budżetu, z jednoczesną korzyścią dla nas. Wizyta w swej intencji, ma również na celu wykazanie niemieckim partnerom, że powinni z rozwagą proponować cięcia budżetowe. Wskazuje, że Polska jest poważnym partnerem a jej dokonania osiągnięte również dzięki funduszom europejskim winny być zauważone, naśladowane oraz kontynuowane dla dobra wspólnego.

W tym świetle nie bez znaczenia pozostaje przyjęty przez Polskę model gospodarczy, w którym wzrost opiera się na konsumpcji wewnętrznej, zrównoważonej wyminie handlowej, stosunkowo niewielkiej ingerencji państwa w rynek i na funduszach europejskich napędzających inwestycje publiczne. W konsekwencji zaś, na dalece mądrzejszemu stymulowaniu wzrostu gospodarczego, niż miało to miejsce w obecnie zagrożonych upadkiem krajach Europy południowej.

 Dlatego opisywana wizyta nie może pozostać bez komentarza i następstw. I mimo, że kolejne lata – jak to w polityce bywa – przyniosą wzloty i upadki przyjaźni polsko-francuskiej to wskazać należy, że już samo podjęcie dialogu w takim czasie, na takie tematy i przez takiego partnera wprowadza nas do pierwszej ligi europejskiej, w której - na co mam nadzieje - „nic o nas, nic bez nas”.

/-/ Killion Munyama

Komentarze

Brak wpisów.
Wpisz kod
* Pola obowiązkowe