Felietony Posła

Nie tędy droga…

Opublikowano dnia 5 stycznia  2014 r., 20.00

Tragedia jaka rozegrała się w Kamieniu Pomorskim wstrząsnęła nami wszystkimi. Informacja, że pijany kierowca wjechał rozpędzonym autem w grupę ludzi zabijając 6 osób ponownie otwarła dyskusję nad tym jak sprawić, by tego typu zdarzenia nigdy się nie powtórzyły, albo by przynajmniej było ich w przyszłości jak najmniej. Niestety dało to również podstawę do politycznej licytacji, kto najgłośniej i najdobitniej potępi sprawcę zdarzenia oraz jak surowe środki zaproponuje dla przeciwdziałania podobnym sytuacjom w przyszłości.

 

Licytacja na hasła i propozycje  rozpoczęła się nie wnosząc niestety nic nowego do sprawy. Pokrzykiwanie „stop pijanym bandytom na drogach”, czy hasła podwyższenia istniejących w kodeksie karnym sankcji za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu nie spowodują, że problem się rozwiąże.

 

Fakty są bowiem takie, że już na chwilę obecną mamy jedne z najbardziej rygorystycznych rozwiązań prawnych w Europie. U nas karane jest prowadzenie pojazdu jeśli stężenie alkoholu we krwi wynosi więcej niż 0,2‰, w większości krajów europejskich jest to 0,5‰ a w krajach, które mają znaczący problem z odsetkiem pijanych kierowców takich jak Rosja, czy Ukraina jakakolwiek ilość alkoholu we krwi w trakcie prowadzenia pojazdu  jest przestępstwem. Próg dopuszczalnego stężenia alkoholu we krwi jest zatem stosunkowo wyśrubowany a jego obniżenie, czego dowodzą przykłady krajów wschodnio-europejskich niewiele pomoże. To samo dotyczy kar. W Polsce są one stosunkowo rygorystyczne. Już bowiem samo prowadzenie pod wpływem alkoholu grozi pozbawieniem wolności do lat 2. Są one również, jeśli uda się kogoś złapać należycie egzekwowane. Obecnie ponad 1/3 wszystkich więźniów w polskich zakładach karnych to osoby, które prowadziły pod wpływem alkoholu. Ta statystyka nie służy jednak należytym przykładem i nie jest straszakiem jakim być powinna. Podobnie jak straszakiem nie będzie kara dwukrotnie wyższa.

 

Kluczem jest zatem nie wysokość kary  a jej nieuchronność. Człowiek będący pod wpływem alkoholu, noszący się z zamiarem kierowania w tym stanie pojazdu mechanicznego nie będzie bowiem zwracał uwagi, czy grozi mu za to 2 czy 12 lat więzienia. Będzie za to kalkulował czy kara go spotka czy nie. Oceni czy jest duża szansa na jego złapanie czy ta szansa jest znikoma jeśli pojedzie drogami lokalnymi, gdzie patrole policji są stosunkowo rzadkie. Wreszcie założy czy ktoś z otoczenia, z którym spożywał alkohol zawiadomi o jego zamiarach organy ścigania. Z tym ostatnim jest zaś zasadniczy problem. W większości krajów europejskich oraz Ameryki Północnej normalnym jest, że jeżeli ktoś opuszcza lokal pod wpływem alkoholu i wsiada do auta policja jest o tym zawiadamiana. Taki kierowca nie może się czuć bezpieczny, gdyż nie wie kto i kiedy doniesie o jego zachowaniu policji. W Polsce w imię obawy o okrzyknięcie „kapusiem” czy dla zachowania np.: „dobrych relacji sąsiedzkich” przymyka się na tego typu zachowania oczy dziwiąc się, że później następuje tragedia.  Moim zdaniem to jest klucz. Jeśli  przyjmujemy, że pijany kierowca to potencjalny morderca to pomóżmy policji by został ujęty.

 

Sprawmy by każdy, kto rozważa prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu nie mógł czuć się bezpieczny. By przyjmował, że każdy z towarzystwa, w którym się obraca potencjalnie spełni swój obywatelski obowiązek i zawiadomi o zaistnieniu przestępstwa organy ścigania, że kara go nie ominie co w efekcie sprawi, iż kilkukrotnie przemyśli swoją decyzję.  

 

/-/ Killion Munyama