Felietony Posła

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Opublikowano, dnia 8 marca 2014 r. godz. 22.00

Po analizie sprawy, przychodzi mi bez ogródek powiedzieć, że Rosja już przegrała batalię jaką stoczyła o Krym. Wychodzi bowiem na to, że praprzyczyną interwencji była nie tyle ochrona interesów rosyjskich obywateli zamieszkujących ten półwysep czy chęć jego aneksji i przyłączenia do federacji, ale o działaniach Rosjan zaważyła chęć wykorzystania okazji na zarobek. Dodać wypada, że duży zarobek, gdyż potencjalnie liczony w dziesiątkach miliardów dolarów.

 

Opieszałość działań, budowanie napięcia i balansowanie na granicy wojny, która miała by się toczyć w dotychczas spokojnej Europie prawdopodobnie posłużyć miała podratowaniu rosyjskiej gospodarki dzięki wzrostowi cen ropy i gazu na świecie, a tym samym zwiększeniu wpływów z petrodolarów.

Przypomnieć należy, że państwo rosyjskie od wielu lat żyje i rozwija się dzięki wpływom ze sprzedaży surowców energetycznych. Około 50% wpływów budżetowych pokrywanych jest z podatków nałożonych na eksport ropy i gazu. W liczbach bezwzględnych wpływy z tytułu eksportu surowców przekraczają 200 miliardów dolarów rocznie, a każdy wzrost ceny baryłki ropy o 2 dolary stanowi o dodatkowym przychodzie na poziomie 3 miliardów dolarów.

 

Systematyczne wychodzenie światowej gospodarki z kryzysu powodowało, że w okresie ostatnich kilku miesięcy ceny surowców energetycznych podlegały najpierw stagnacji, a w perspektywie wobec powracania zainwestowanego w surowce kapitału na giełdę miały ulec obniżeniu. Złoty interes w okresie nachodzącej prosperity miał się zakończyć.

 

Tymczasem wydatki państwowe Rosji pozostawały i pozostają na wysokim poziomie, a ich utrzymanie jest wprost zależne od koniunktury na ropę i gaz. Po całokształcie działań dotyczących Krymu odnieść można wrażenie, że konflikt jest jedynie bardzo ryzykownym zagraniem mającym za cel podtrzymanie koniunktury surowcowej. Improwizowanym wykorzystaniem okazji jaką stworzyła rewolucja na Ukrainie. Jest to jedyne logiczne wytłumaczenie, gdyż półwysep sam w sobie nie jest łakomym dla Rosji kąskiem. Nie jest bogaty w surowce, nie ma godnej wojny pozycji strategicznej, a do narodowej mniejszości Moskwa nie przywiązuje takiej wagi jak mają w zwyczaju kraje szeroko pojętego Zachodu.

 

Ku własnemu zaskoczeniu Rosja się jednak przeliczyła. Ceny ropy i gazu pozostały na niezmienionym poziomie, a zachowanie Rosji przyspieszyło decyzję Stanów Zjednoczonych o rozszerzeniu zakresu eksportu własnych surowców. Amerykanie od lat inwestujący w gaz z łupków i ropę z piasków roponośnych z łatwością mogą powstrzymać terytorialne zakusy Rosjan podcinając podstawy ich rachunku ekonomicznego poprzez wpompowanie na światowy rynek ogromnych ilości gazu i ropy. W efekcie Rosja na swym krymskim interesie wyszła jak przysłowiowy Zabłocki na mydle. Ceny ropy i gazu spadają, rubel się osłabia a giełda traci.   

 

/-/ Killion Munyama