Felietony Posła

Odpowiedzialność za jutro i dziś

Opublikowano 13 maja 2013 r., 20. 45

Już od ponad dwóch dekad trwa walka z czymś co w latach siedemdziesiątych zdiagnozowano jako globalne ocieplenie. Międzynarodowe umowy oraz restrykcyjna pod względem ekologii polityka wewnętrzna wielu zwłaszcza europejskich państw praktycznie wyeliminowała część gazów cieplarnianych takich jak freon oraz w znaczącym stopniu ograniczyło emisję podstawowego z nich jakim jest dwutlenek węgla.

 

Ten pozorny sukces okupiony został jednak znaczącymi stratami jakie poniosła tradycyjna oparta na produkcji gospodarka poprzez obniżenie konkurencyjności cenowej europejskich produktów oraz miejscową likwidację miejsc pracy, które nie zniknęły lecz przeniosły się do krajów trzecich nieprzywiązujących tak dużej wagi do środowiska naturalnego. Z drugiej strony polityka pro ekologiczna wymusiła postęp technologiczny oraz dodatkowe źródła popytu, które być może nigdy nie zostały by odkryte gdyby nie trendy przez nią zainicjowane.

 

Bilans jest jednak jasny i w moim rozumieniu niekorzystny. W tym roku przekroczyliśmy stężenie dwutlenku węgla w atmosferze wynoszące 400 na milion jednostek osiągając tym samym najwyższy poziom znany historii ludzkości. Lawinowy przyrost ilości tego gazu nastąpił w ostatnich sześćdziesięciu latach, a działania rządów wskazanego trendu nawet nie zahamowały. Jak wnioskuję zmieniły jego źródła i w cudzysłowie wyeliminowały miejscowo. Zmniejszając bowiem skalę wysoko szkodliwego przemysłu w Europie czy w Stanach Zjednoczonych nie zlikwidowały zapotrzebowania na jego wytwory niezbędne nam cywilizacyjnie. W związku z np.: częściową likwidacją hutnictwa nie przestaliśmy bowiem korzystać ze stali niezbędnej do budowy domów, fabryk czy infrastruktury. Wynieśliśmy problem na zewnątrz niemniej fakt, że nie widzimy huty, która potrzebą nam stal wytworzyła to nie znaczy, że jej nie ma. Co więcej likwidując ją w najbliższej okolicy zmusiliśmy dostawcę do transportu tego towaru być może z drugiego końca świata, co w konsekwencji spowodowało dodatkowy koszt ekologiczny zużycia paliwa na transport.

 

W efekcie globalne stężenie dwutlenku węgla rośnie zamiast spadać a europejscy prawodawcy dalej brną w błąd ograniczania emisji na własnym podwórku jak gdyby nie zauważając, że globalny popyt wymusi powstanie nowych źródeł zanieczyszczeń na zewnątrz. Efektem tych działań jest zaś tłamszenie gospodarki wewnętrznej bez efektu w skali światowej. Tymczasem, gospodarka europejska, póki jest jeszcze największym rynkiem świata winna iść w kierunku innowacji i badań mogących zastąpić uciążliwe dla środowiska produkty ich ekologicznymi substytutami. Niezwykle kosztowne badania nad nimi powinna zaś finansować nakładami z silnego przemysłu, który mimo że chwilowo zatruwa jest w stanie przejść na ekologiczne rozwiązania jeśli te zostaną wymyślone i będą konkurencyjne. W przeciwnym razie szansa na faktyczną poprawę stanu środowiska zostanie zaprzepaszczona, gdyż nie mając środków na odpowiadającą problemowi skalę badania nie ruszą, a kraje rozwijające się przez kolejne dziesięciolecia będą przymykać oko na problem ekologii mając na względzie zaspokajanie swoich potrzeb gospodarczych środkami płynącymi z przenoszącego się przemysłu.

 

Dlatego, czując zbliżającą się na ten temat dyskusję pragnę przekazać Państwu moje stanowisko mając jednocześnie nadzieję, że w przyszłych rozważaniach na temat kolejnej redukcji emisji CO2 w Europie zostaną one uwzględnione.

 

/-/ Killion Munyama