Felietony Posła

Pierwsza jaskółka wiosny nie czyni

Opublikowano 18 sierpnia 2013 r., 23.00

Wiosna i koniec  kryzysu mają ze sobą wiele wspólnego. Oboje niosą nadzieję oraz  przepowiadane są przez określone, charakterystyczne zjawiska. W starym polskim przysłowiu zapowiedzą wiosny jest jaskółka. W ekonomii wzrost gospodarczy poprzedzany jest wzrostem produkcji przemysłowej, konsumpcji i nastrojów na rynku. Jednak zwiastuny te dalece wyprzedzają odczuwalny przez każdego z nas poziom zamożności. Pomiędzy wzrostem zamówień w fabryce, a zatrudnieniem przez nią kolejnych pracowników, w daniu obecnie zatrudnionym podwyżki i rozpoczęciu inwestycji pozwalających na zwielokrotnienie tejże produkcji upływa wiele czasu. Czas ten potrzebny jest ze względu na konieczność ugruntowania się poziomu zamówień, zebrania kapitału inwestycyjnego oraz wytworzenia się konkurencji na rynku pracy.

Dlatego, przekuwając przysłowie o jaskółce i wiośnie na realia ekonomii stwierdzić mogę - wbrew zapowiedzą jakie mają obecnie miejsce w mediach, że zapowiadana poprawa koniunktury nie oznacza automatycznego wzrostu zasobności naszych portfeli. Tę smutną prawdę pozwalam sobie głosić, by wraz z faktycznym wzrostem wskaźników makroekonomicznych nie przyszło rozczarowanie. By przedwcześnie nie pojawiło się roszczenie o partycypację we wzroście gospodarczym oraz zarzut istnienia wzrostu bez przełożenia na życie codzienne.

Media zarówno w Polsce jak i na świecie mają pewną - mnie osobiście denerwującą – tendencje do wyolbrzymiania wszelkich przekazywanych zdarzeń. Kryzys gospodarczy objawiany był niemal jako kres znanego nam świata. Wieszczono po kolei upadek gospodarek Stanów Zjednoczonych i Europy. Na przełomie 2009 i 2010 r. prześcigano się w publikowaniu alarmujących danych ekonomicznych oraz wieszczono hiperinflację, konieczność powrotu do parytetu złota, czy nawet upadek istniejącego systemu społecznego. Minęło jednak lat kilka i tak naprawdę niewiele się zmieniło. Stany Zjednoczone nie upadły, a co więcej dzięki odważnym krokom idą ścieżką przyspieszającego wzrostu gospodarczego. Europa otrząsa się z kryzysu, a systemy społeczne szeroko pojmowanego Zachodu stoją niewzruszone.

Kryzys, mimo że społecznie odczuwalny nie zmienił podstaw, na których zbudowano społeczeństwo i tak naprawdę dla niewielu zaczął się w 2008 r. Największa część świata odczuła go bowiem dopiero w latach 2009 i 2010, zaś do nas dotarł w formie spowolnienia gospodarczego w roku 2012 r. Niestety podobnie będzie z wychodzeniem z niego. Zanim przeciętny Polak odczuje, że nasz kraj wszedł na ścieżkę przyspieszonego wzrostu gospodarczego media będą rozpisywać się o zagrożeniach dla koniunktury. Dziś pisząc, że kryzys się skończył i że najbliższe kwartały przyniosą wzrost gospodarczy, który w przyszłym roku może wynieść nawet 3% PKB robią to z taką pasją, jakby z dnia na dzień każdy z nas miał odczuć na własnej skórze efekty prosperity. Tak nie będzie, bo tak być nie może, a nad wyraz rozbudzona nadzieja przyniesie rozczarowanie. Dlatego potwierdzając oczywiście, że dane o naszej produkcji, konsumpcji, eksporcie i ogólnie całej gospodarce są coraz lepsze, apelowałbym o cierpliwość. Tak bowiem jak efekty spowolnienia stały się dla nas widoczne dopiero po pewnym czasie, tak i na efekty wzrostu gospodarczego trzeba poczekać.    

 

/-/ Killion Munyama