Felietony Posła

Przed muszkieterami wciąż nowe zadania

    Jeden za wszystkich. Wszyscy za jednego. To słynne hasło towarzyszyło nie tylko postaciom muszkieterów z powieści Aleksandra Dumas, stało się bowiem przewodnią zasadą najpotężniejszej siły militarnej współczesnego świata jaką jest Pakt Północno Atlantycki. Jego artykuł piąty stanowi, iż atak na jakiegokolwiek członka sojuszu stanowi atak na cały sojusz i każdy z sojuszników zobowiązany jest do udzielenia najdalej idącej pomocy w celu obrony przed agresorem. Obecnie w przeciwieństwie do okresu, w którym powstało NATO świat nie jest bipolarny. Nie istnieje bowiem międzynarodowo spersonalizowany wróg, który mógłby się mierzyć zarówno z konwencjonalnymi, jak i niekonwencjonalnymi siłami zbrojnymi paktu. Związek Radzicki dawno bowiem odszedł do historii, NATO się rozszerzyło a świat po prostu stał się inny, co nie znaczy że mniej bezpieczny.

 

   Zakończony właśnie szczyt NATO w Warszawie zakończyła konkluzja o konieczności zastosowania nowych taktyk wobec nowych zagrożeń. Konwencjonalne starcie zbrojne z potęgą sojuszu jest bowiem bliskie zeru, niemniej zwłaszcza na wschodniej granicy państw stowarzyszonych istnieją ryzyka związane z agresywną polityką Rosji. Na południu niestabilność regionu Bliskiego Wschodu, w tym w szczególności zagorzenie działaniami państwa islamskiego oraz będąca zagrożeniem dla wszystkich nowoczesnych społeczeństw i armii: cyberprzestępczość.

 

   W odniesieniu do tak zwanej wschodniej flanki, zostały podjęte decyzje o jej strukturalnym wzmocnieniu. Kolejne oddziały sił międzynarodowych trafią do nas oraz na Litwę, Łotwę i Estonię. Będzie to wyraźna odpowiedź na rosyjską agresję na Ukrainie i jasne zaznaczenie, że ekspansywna polityka musi zostać zamkniętym rozdziałem. Jednocześnie co zgodnie twierdzą przedstawiciele sojuszu wzmocnienie wschodniej flanki wynika wprost z działań Rosji i gdyby nie agresja względem Ukrainy nigdy nie miało by miejsca.

 

   Rosja to jednak najmniejszy z problemów. Daleko większymi są niestabilność Bliskiego Wschodu oraz cyberataki. Państwo islamskie nie ma bowiem armii w klasycznym rozumieniu. To terroryści względem, których bataliony ciężkiego sprzętu niewiele dadzą, gdyż wrogiem nie jest wojsko w klasycznym rozumieniu tego słowa. Na nich podobnie jak na cyberataki dopiero trzeba znaleźć rozwiązanie. Zarówno bowiem terroryści, jak i cyber żołnierze walczący na „wirtualnym” froncie są z natury ciężko uchwytni, a zagrożenie z ich strony nie jest wcale mniejsze niż od klasycznych sił zbrojnych. Tym bardziej nobilitujące jest to, iż sojusz pragnie zdefiniować jak walczyć z tymi zagrożeniami nie pozostając tym samym skostniałą strukturą nie dostosowaną do nowych wyzwań.  

     

 

                                                                   /-/ Killion Munyama 

Na tej stronie na bieżąco publikujemy informacje dotyczące firmy oraz oferty.