Felietony Posła

Przedwczesna nominacja...

Staram się na łamach tego felietonu nie pisać o opozycji. Nie robię tego ze względu na założenie, że lepiej skupiać się na własnym postępowaniu czy własnych spostrzeżeniach dotyczących spraw życiowo istotnych, niż na wytykaniu innym popełnionych błędów. Dzisiaj jednak, ze względu na kuriozalność pewnych oświadczeń i zachowań nie mogę powstrzymać się przed komentarzem.

Kilka dni temu w światłach fleszy Jarosław Kaczyński ogłosił, że w najbliższym czasie pragnie przedstawić nowego premiera. Zdziwiło mnie to niesamowicie, gdyż obserwując obecnie piastującego to stanowisko dwa tygodnie wcześniej odnosiłem wrażenie, że ma się dobrze. Sprawdziłem kalendarz i utwierdziłem się w przekonaniu, że skoro od wyborów upłynął niecały rok to jeśli nie zdarzyło bądź nie zdarzy się coś nadzwyczajnego to następne wybory będą miały miejsce w 2015 r. Mimo, że już na pierwszy rzut oka wysunięta kandydatura wydawała się przedwczesna i tym samym nieprawdopodobna stwierdziłem, iż zagłębie się w temat.

Zgodnie z oświadczeniem Prezesa Kaczyńskiego osoba wysuwana na stanowisko Prezesa Rady Ministrów miała być autorytetem z dziedziny ekonomii i finansów, politycznie neutralna (jak każda kandydatura wysuwana przez partię polityczną) oraz lubiana przez ogół społeczeństwa. Miała zgodnie z modnym ostatnio sloganem tworzyć niezależny od sił parlamentarnych rząd fachowców. Nazwisko jednak nie padło, a sam pomysł spalił na panewce, gdyż jak doniosły media ów przyszły/niedoszły premier zrezygnował.

Kuriozalność całego zamieszania z przyszłym/niedoszłym premierem jest wielopłaszczyznowa. Na wstępie pragnę zauważyć, iż powołanie nowego rządu, a co za tym idzie Prezesa Rady Ministrów wymaga odwołania, bądź ustąpienia starego. By tego dokonać należy mieć większość głosów w Sejmie. Ilość głosów określa wynik wyborczy. Wybory są, zaś w określonych konstytucją terminach. Tymczasem doktor habilitowany nauk prawnych i jednocześnie prezes największej opozycyjnej partii politycznej jak gdyby nigdy nic ogłasza, że za kilka dni ujawni nazwisko niby premiera, niby rządu. Zaś w dniu tej wielkiej odsłony okazuje się, że przyszły/niedoszły premier zrezygnował. Jak się domyślam wcześniej czy później do głosu dojdzie twierdzenie, że była to wina Platformy Obywatelskiej, a puentą będzie nawoływanie do utworzenia komisji śledczej do spraw zbadania kim był i dlaczego zrezygnował z objęcia funkcji prezesa niby rządu przyszły/niedoszły premier.

Względem powyższego nasuwają mi się niestety smutne wnioski o przeważającej w dzisiejszej polityce tendencji do walki poprzez oderwane od rzeczywistości, oryginalne działania pozbawione warstwy merytorycznej. Zastąpieniu argumentów pustymi hasłami i szukaniu jedynie poklasku poprzez tworzenie abstrakcyjnego spektaklu. Wyeliminowaniu dyskusji nad propozycjami reform poprzez usztywnianie stanowisk w oparciu o polityczne podziały.

Brakuje dialogu. Przede wszystkim merytorycznego.
/-/ Killion Munyama 

 

Komentarze

Brak wpisów.
Wpisz kod
* Pola obowiązkowe