Felietony Posła

Przez stabilizację do wzrostu

Opublikowano 9 grudnia 2012 r., 21.10

Od dzisiaj ruszają intensywne prace nad przyjęciem budżetu państwa na 2013 r. Niemal roczne przygotowania, wyliczenia i analizy przeprowadzone przez Ministerstwo Finansów, w porozumieniu z szeregiem innych instytucji i organów państwa wystawione zostaje na próbę wnoszonych do projektu poprawek. Pamiętać przy tym należy, iż propozycje te są niestety najczęściej wnoszone w imię podniesienia popularności dla ich autorów, bez uwzględnienia realnych możliwości budżetu państwa.


Osobiście spodziewam się zatem, że w tygodniu poświęconym budżetowi nad wyraz częste staną się „wynurzenia” różnego rodzaju szarlatanów ekonomii, którzy licytować się będą o to na co jeszcze można wydać pieniądze, bez śladu wskazywania skąd można by było je pozyskać. Nie zabraknie przy tym również tych, którzy proponując niekonwencjonalne sposoby na zdobycie pieniędzy dla budżetu będą optowali za zniesieniem takiego czy innego podatku. Jestem przy tym pewien, iż osoby te przynajmniej na chwilę zyskają poklask zakłócając tak naprawdę merytoryczne prace nad realnymi rozwiązaniami fiskalno-wydatkowymi.


Tymczasem realna materia budżetu nad jaką będzie zastanawiał się Sejm oparta została o kilka podstawowych założeń. Stanowią je: prognozowana kwota przychodów budżetowych wynosząca 299,3 mld zł, kwota wydatków wynosząca nie więcej niż 334,9 mld zł, deficyt wynoszący różnicę między tymi wartościami tj. 35,5 mld zł, oraz wysokościach długu publicznego w stosunku do PKB i wzrostowi samego PKB. Przesunięcia, jakie mogą wystąpić miedzy tymi wartościami są w gruncie rzeczy niewielkie i nie pozwalają na wdrażanie w ich ramach rewolucyjnych rozwiązań.


Projekt ustawy budżetowej na 2013 r. postrzegam jako element programu dążenia do wzrostu poprzez stabilizacje. Stabilizacje fiskalną oraz wydatkową dzięki której utrwalimy renomę państwa bezpiecznego dla inwestorów, które wydatkuje przede wszystkim w oparciu o fundusze pozyskiwane z danin publicznych pozyskiwanych od obywateli, nie zaś dzięki zaciąganym na wielką skalę kredytom. Nie bez kozery piszę przy tym, że utrwalimy, a nie zbudujemy gdyż trwające od kilku lat wysiłki na rzecz budowania wizerunku Polski jako gospodarki stabilnej i przewidywalnej już spowodowały, że koszty finansowania długu publicznego znacząco zmalały. Obecnie polskie obligacje są najniżej oprocentowane w historii, a koszt ich ubezpieczenia na wypadek niewypłacalności państwa polskiego jest niższy niż 3/5 krajów strefy euro. W rankingach wiarygodności nasz kraj stawia się na równi z takimi państwami jak Francja, czy kraje Beneluksu.


To buduje, gdyż jak w swoim wystąpieniu ujął to Minister Finansów Jan Vicent Rostowski „takie kraje jak Grecja, Węgry, Portugalia, a nawet Włochy czy Hiszpania poznały "gorzką prawdę", że w czasach kryzysu nie ma bezpieczeństwa bez wiarygodności. - Bez wiarygodności nie ma bezpieczeństwa, ale co najważniejsze bez bezpieczeństwa nie ma rozwoju gospodarczego.”

 

/-/ Killion Munyama

Komentarze

Brak wpisów.
Wpisz kod
* Pola obowiązkowe