Felietony Posła

Skutki gry na emocjach

   Niemal od momentu wejścia do Unii Europejskiej Wielka Brytania była jednym z najbardziej oportunistycznych w zakresie możliwie pełnej integracji krajów członkowskich. Regularnie co kilka lat pojawiał się dyplomatyczny kryzys spowodowany nieprzejednaną i bardzo często egoistyczną postawą Zjednoczonego Królestwa w sprawach, które dotyczyły samej wspólnoty. Tradycją stało się przeciąganie uchwalenia wspólnego budżetu z powodu takich, czy innych targów wyspiarzy o możliwie małe składki przy możliwie wysokich profitach. Niechęć do przyjęcia euro była  stronie rządzących wyspą zaś tak wielka, że przed referendum w sprawie przyjęcia wspólnej waluty, gdy jej zwolennicy mieli przewagę ruszyła finansowana z pieniędzy publicznych tzw. kampania uświadamiająca, w której grą emocji próbowano zdyskredytować pomysł odrzucenia funta.

 

   Spektakl zrzucania wszystkiego co złe na Unię zaowocował niestety jej negatywnym postrzeganiem przez opinię publiczną i grą nerwów z jaką obecnie mamy do czynienia. Ewentualny Brexit nie jest bowiem następstwem niczego innego jak błędów rządów Wielkiej Brytanii, które za kozła ofiarnego problemów wewnętrznych obierały sobie przynależność do Unii. Wystarczy wspomnieć chociażby o tym jak przed kolejnymi kampaniami głośno mówiło się o tym, że imigranci z nowych krajów Unii odbierają miejsca pracy Brytyjczykom bez wskazywania na to, iż dzieje się to przeważnie przy pracach, których Brytyjczycy nie chcą wykonywać oraz, że fakt migracji ma zbawienny wpływ na brytyjską gospodarkę. Przyspiesza jej wzrost. Narzekano na zalew towarów i brak możliwości stosowania ceł ochronnych bez zająknięcia się na temat tego, że kraje wspólnoty są największym partnerem brytyjskiego sektora usług, a wolny przepływ kapitału przynosi krociowe zyski sektorowi finansowemu, na którym w znaczącym stopniu opiera się gospodarka wyspy. Niewiele mówiło się również o wymianie naukowej i wspólnych pracach badawczych.

 

   Teraz w iście ekspresowym tempie trwa naprawa tego stanu rzeczy i gorączkowe nawoływanie do poparcia pozostania we wspólnocie. Realia są bowiem takie, że wyjście Wielkiej Brytanii ze wspólnoty europejskiej spowoduje ogromne straty przede wszystkim dla niej samej. Oblicza się, że tylko przez ograniczenie wymiany handlowej, ograniczenie ilość imigrantów z kontynentu oraz nieuchronne osłabienie funta produkt krajowy brutto tego kraju może na przestrzeni 2-3 lat zmaleć o 3-5% natomiast na przestrzeni wzrost zostanie zatrzymany co w proporcji do krajów Unii może oznaczać skurczenie się gospodarki o ok. 11-12%. Efekt tym samym będzie znacznie głębszy, niż po kryzysie z 2008 r. przy czym za ten kryzys będą odpowiedzialni jedynie Brytyjczycy. Dlatego mam nadzieję, że rozsądek zwycięży, a w przypadku pomyślnego dla zwolenników Unii przebiegu głosowania niebezpieczna gra emocji nie zostanie powielona przez żaden z następnych rządów, w tym nie tylko brytyjskich.

 

 

                                                                                       /-/  Killion Munyama