Felietony Posła

Votum separatum

Niektóre decyzje to po prostu wybór mniejszego zła. Tak też należy traktować ogłoszoną w ubiegłym tygodniu decyzję o wysłaniu polskich kontyngentów wojskowych do walki z Państwem Islamskim. Tym samym Polska obok politycznego wsparcia w ramach koalicji 66 państw rozpoczyna realizację postanowień sojuszniczych, które jej samej gwarantują bezpieczeństwo. Problem Państwa Islamskiego, który miałem okazję już niejednokrotnie opisywać jest w moim rozumieniu niezwykle istotnym zagrożeniem, które znacząco przekracza swoimi ramami konflikt z jakim mamy do czynienia chociażby na Ukrainie. ISIS jest bowiem organizacją terrorystyczną, której radykalizm znacząco przekracza nawet najbardziej niebezpieczne w skutkach zapędy państw będących podmiotami prawa międzynarodowego. Jego zwolennicy przedstawiają sobą ideologię, która cofa cywilizację niemal do wieków średnich przy czym poziom ich determinacji już z założenia obejmuje walkę do samego końca, bez oglądania się na jej humanitarne aspekty. ISIS, która opanowała dość spore obszary Bliskiego Wschodu niesie za sobą wojnę totalną i reżim w totalitarny w najgorszym rozumieniu tego słowa. Fala uchodźców, z którą mamy obecnie do czynienia jest obrazem skali tego problemu. Łącząc ten fakt z realnym ubożeniem krajów arabskich, które ma miejsce od kilkunastu lat, brakiem reform społecznych i gospodarczych powoduje, iż radykalizm islamistów pada na podatny grunt. Nie zatrzymanie rozwoju ISIS w najbliższym czasie spowoduje, że Europa może w krótkim czasie dorobić się bardzo niebezpiecznego sąsiada, względem którego ostatnią zaporą (w rozumieniu konwencjonalnego konfliktu zbrojnego) będzie Turcja. Należy przy tym pamiętać, że Bliski Wschód zamieszkuje ok. 250 mln ludzi, z których znaczna część może zdecydować się na ucieczkę, natomiast reszta będzie stanowiła swoiste zaplecze dla terrorystów. To ogromy potencjał i ogromy problem, tym bardziej, że islamiści w konflikcie z Europą będą używali nie tylko zorganizowanej siły militarnej rozumianej jako wojsko. Z tym zagrożeniem kraje NATO poradziłby sobie bowiem bez najmniejszego problemu.

 

    Oparte o metody działań terrorystycznych zastraszanie i niemożność zidentyfikowania przeciwnika będą sporym wyzwaniem nie tylko dla służb bezpieczeństwa państw zachodnich, ale przede wszystkim mogą zagrozić podwalinom naszej cywilizacji. Walka z ISIS na terenie Europy spowodowałaby bowiem konieczność znaczącego ograniczenia swobód obywatelskich. Nie da się bowiem walczyć z terroryzmem bez możliwie daleko posuniętej inwigilacji samych obywateli. To zaś jest niebezpieczne, gdyż aparat władzy w danym państwie może w rękach nieodpowiednich ludzi przekształcić się w rządy autorytarne lub pójść dalej w kierunku totalitaryzmu. Od tego zaś tylko krok do powrotu do skrajnych nacjonalizmów z jakimi mieliśmy do czynienia w pierwszej połowie ubiegłego stulecia.  

 

                                                                   /-/ Killion Munyama