Felietony Posła

Wielki Brat w coraz lepszej kondycji.

Opublikowano 15 lipca 2013 r., godz. 22.00

W minioną sobotę opuściłem Polskę. Na szczęście jedynie na 3 tygodnie. Dzięki zaproszeniu otrzymanemu od amerykańskiego Departamentu Stanu mam zaszczyt wraz z innymi politykami/ekonomistami z 17 krajów całego świata przejść program przedstawiający amerykański model gospodarczy i finansowy. Szkolenie zakłada spotkania z przedstawicielami amerykańskich instytucji finansowych, Banku Rezerw Federalnych USA oraz Kongresu. Będę miał okazję przyjrzeć się jak działa amerykański system podatkowy, otrzymać wiedzę tłumaczącą politykę pieniężną USA, mechanizmy kreowania i kontroli długu oraz szereg innych rozwiązań, które mogą się okazać pożyteczne w Polsce.

 

Jest się zaś czego i od kogo uczyć. W Stanach Zjednoczonych historia gospodarki wolnorynkowej liczy sobie grubo ponad 200 lat. Nasze niespełna 25-letnie doświadczenie to w stosunku do ich bagażu doświadczeń jedynie elementarz. Ameryka na sobie testowała różne rozwiązania gospodarcze przechodząc na przemian z gospodarki niemal w pełni wolnorynkowej przez taką, w której państwo było znaczącym interwenientem do niemal centralnie sterowanej (w okresach wojny domowej, II wojny światowej, i krótko po niej). Metodą prób i błędów wypracowywano rozwiązania, które mają charakter zaradczy jak i powodują pozytywne efekty w dłuższym okresie. Amerykańska myśl ekonomiczna jest od kilku dekad trzonem zaawansowanych teorii ekonomicznych skutkujących wypracowanymi, lecz jeszcze nie doskonałymi mechanizmami sterowania wzrostem czynnikami takimi jak popyt, podaż, wartość pieniądza czy kreacja długu.

 

Osiągnięcia myśli ekonomicznej USA najlepiej odzwierciedlają wyniki. Przed kryzysem finansowym Unia Europejska była największą gospodarką świata. Jej wartość o ok. 7% przekraczała PKB gospodarki zza oceanu. Obecnie, ze względu na brak skoordynowanych i spójnych działań państw Unii sytuacja przedstawia się tak, że na powrót Stany Zjednoczone przewyższają łączne PKB krajów Unii o ok. 2%. Na powrót zatem są największą gospodarką świata. W Europie wzrost gospodarczy oscyluje w okolicach zera. Dla Stanów Zjednoczonych analitycy przewidują wzrost na poziomie 2,7%. Mimo trwających od lat zapowiedzi rychłego bankructwa Ameryka była wstanie w odpowiednim czasie przyłączyć i obecnie odstawiać gospodarce kroplówkę finansową polegającą na kreowaniu pieniądza w gospodarce. Podkreślić przy tym trzeba, że lekarstwo zaaplikowała na tyle dobrze w zmierzonej dawce, iż ożywiła popyt nie powodując przy tym inflacji. Widoczny jest, także wzrost inwestycji w gospodarkę realną Stanów. Wraca produkcja, powstają fabryki. Tymczasem w znacznej mierze przez wygórowane pro-ekologiczne aspiracje Europy przemysł się z niej wycofuje, co nie znaczy, że jako tako znika. Tak jak wskazałem w jednym z wcześniejszych felietonów, zamknięcie fabryki w jednym z krajów Unii nie powoduje, że wyroby przez nią wytwarzane znikają z rynku. Ten ostatni nie lubi bowiem próżni i do czasu, gdy będą znajdować się odbiorcy danego produktu będzie on produkowany. Zgodnie zatem z powyższym, zamknięcie fabryki w Europie powoduje otwarcie takiej samej produkcji w innym miejscu świata, co w konsekwencji powoduje jeszcze dalej idące spustoszenie w środowisku naturalnym niechcący połączone ze zubożeniem gospodarki europejskiej.

 

Jak podkreślam – mam czego i od kogo się uczyć. Jednocześnie ufam, że doświadczenia, które zdobędę pozwolą mi na jeszcze lepszą pracę parlamentarzysty pozwalającą uniknąć błędów, które popełnili już kiedyś nasi partnerzy zza ocenu.

 

/-/ Killion Munyama